Witryna wykorzystuje pliki cookie wyłącznie do zbierania danych statystycznych. Więcej w polityce prywatności.
Strona główna
Miasta dla ludzi prenumerata wyszukiwarka facebook
reklama

12 '2017









Miasta dla ludzi

Miasta dla ludzi







Oferta dla Architekta

Oferta dla Architekta



Wspaniałość budowy tego, co istnieje

15.01.2010 / piątek

Moje z Romualdem Loeglerem i jego architekturą zetknięcia

Tytuł książki wynika z przekonania, że Romuald Loegler nie tyle wymyśla nową formę, co z istniejącej i uporządkowanej rzeczywistości tylko ją w gruncie rzeczy wydobywa i ujawnia w kształcie budynku. To „tylko" jest jednak „aż", bowiem przyjęty sposób postępowania nie jest łatwy, każdemu przystępny i nie zawsze doprowadza, jak u Loeglera, do pozytywnego skutku. Ja jednak na takiej kanwie chciałbym pisać o jego architekturze, choć może znam ją nieco wyrywkowo, zaś dokumentacji całe-go dorobku nie mam przed sobą. Zapowiada się więc, że może nie być zadowolony z tego, co napiszę.

Znam Loeglera od kilkunastu lat. Nie da się ukryć, że zdaniem niektórych, może wielu, był osobą, jak to się mówi, „kontrowersyjną". Szybko wyrastał ponad przeciętną, nie chciał chodzić utartymi ścieżkami, wpasowywać się w określone układy, poddawać stwierdzeniom autorytetów, a przy tym miał pomysły nie tylko na architekturę, ale także na organizowanie czegoś nowego dla architektury i architektów. To on zaproponował w Krakowie Biennale Architektury, zmienione szybko w między-narodowe, organizował je, przewodniczył jury, to on pozyskał dla środowiska kamienicę przy sławnej ul. Floriańskiej, to on zakładał, też w Krakowie, międzynarodową szkołę mającą kształcić architektów, to on założył miesięcznik poświęcony architekturze i interesom w czasie, gdy zanikł miesięcznik wydawany w Warszawie. Byty jeszcze inne inicjatywy i działania, których nie wymieniłem. Wiele z tego wszystkiego pozostało i trwa, choć niekoniecznie jest nadal prowadzone przez Loeglera.

Loegler, może poprzez zagraniczną praktykę, szybko nabrał wprawy w kontaktach z zagranicznym środowiskiem, jego architektonicznymi luminarzami i organizatorami. Dawało się to zauważyć zarówno podczas krakowskich spotkań, jak i działań za granicą, np. wystawienniczych. Ale też pozwoliło Loeglerowi, jeszcze przed upadkiem berlińskiego muru, podjąć się projektowania dla Berlina. Był jakby prekursorem traktowania swego zawodu jak wolnego, jeszcze przed 1989 r. Wcześnie się przygotował do warunków działania, jakie wkrótce nastąpiły.

Czy mogę coś powiedzieć o jego architekturze nie znając wszystkich zrealizowanych przez Loeglera budynków? Spróbuję!

Jest to przede wszystkim dyscyplina kwadratu, multiplikowanego przekształcanego sześcianu i klasycznego spokoju. Daje się zauważyć skłonność do operowania większą bryłą, gdzie to możliwe, a w miejscach przenikania wprowadzanie brył przejrzystych, poddanych jednak dyscyplinie metalowych podziałów, nieraz dość drobnych. Język jego architektury jest w tych przypadkach dość ograniczony, ale próbuje go używać do różnorakich celów — i domów mieszkalnych (osiedle Na Skarpie w Nowej Hucie i zespół mieszkaniowy przy ul. Kazimierza Wielkiego), i kościoła (kościół św. Jadwigi w Krakowie). Linia krzywa jest w tych obiektach rzadko wprowadzana, choć spotykana.

Zdecydowanym odstępstwem od tego jest, już realizowany, projekt rozbudowy Akademii Ekonomicznej w Krakowie. Pojawia się tutaj leżący walec, skontrastowany z prostopadło-ścianami. W konkursowym projekcie dla Dusseldorfu wprowadzał Loegler kolistą kapsułę windy. Wydaje się, że jest zwolennikiem całościowych, podstawowych brył geometrycznych i ich kombinacji, zestawień, co zresztą nie jest we współczesnej architekturze wyjątkowym pomysłem, że przypomnę twórczość Mario Botty czy Dominique Perraulta.

Wyjątkowy wydaje mi się być Dom Pogrzebowy w Krakowie-Batowicach, znany mi tylko z projektu i modelu. Ponieważ obiekt nie jest duży, próbuje Loegler uzyskać pewien określony nastrój, operując jakby w teatralny, rzeźbiarski sposób drobnymi elementami kubicznymi, czasem wygiętymi, odpowiednio je zestawiając. Nie ma w tym przypadku jakiegoś drobnego detalu, jest natomiast próba odwoływania się do uczuć wszechludzkich, mitów, pamięci, zadumy. Wiemy, że takie, nieraz bardzo udane próby istnieją w dwudziestowiecznej skandynawskiej architekturze, ta jest polską propozycją.

Oto nikła garść konstatacji i wspomnień ze spotkań, rozmów i oględzin związanych z Romualdem Loeglerem, mających już niemal dwudziestoletnią tradycję. Niewątpliwie mamy do czynienia z człowiekiem, działaczem, architektem wyróżniają-cym się, idącym własną drogą, twórcą stale się zapisującym w architektonicznym krajobrazie i Polski, i poza jej granicami. Jest w sile wieku, w latach swej dużej aktywności.

Zapewne jeszcze niejednokrotnie nas mile zaskoczy, czego Romualdowi Loeglerowi z całego serca życzę.



« powrót